Kontakt

Marudny Majsterkowicz

Jak wszystko w życiu, działanie prawa Murphy'ego może być denerwujące, ale można też jego znajomość wykorzystać. Tym razem o tym zapomniałem, ale może kolejnym razem skorzystam i będę miał mniej pracy i mniej denerwowania się.

Jakiś czas temu wymyśliłem sobie, żeby kupić projektor. Wtedy to była pieśń przyszłości, ale robiąc remont, przygotowałem już infrastrukturę. Wymyśliłem, by było estetycznie, kable pójdą w ścianie (i tak wymieniana była elektryka, więc skoro już prujemy ściany, to na całego). Poczytałem sobie o możliwościach i wyszło, że dobrze położyć do tego celu 2 dodatkowe kable ethernetowe (skrętki), najlepiej kategorii 6 (są urządzenia, które można podłączyć jako przejściówki i to działa, a obraz full HD prześlemy spokojnie na jakieś 30m, ja potrzebowałem jakieś 5-6m).

Oczywiście po robocie wszystko było sprawdzone i działało. Kilka lat później w końcu dorośliśmy do tego, by kupić projektor. Wybraliśmy (trochę pomógł nam kolega ze studiów, posiadający swój sklep z różnymi przydatnymi gadżetami). Ok, trzeba przetestować wielkość obrazu, by wiedzieć jaki ekran do tego dobrać. Przed podłączeniem coś mnie tknęło, aby sprawdzić, czy kable działają. No pierwszy zadziałał, drugi zadziałał prawie, piąta żyła się zbiesiła i sygnału nie było. Niestety tu był mój błąd. Zazwyczaj pamiętam, by przy szukaniu problemów zastosować wnioski z Prawa Murphy'ego - wiadomo, że jak coś się popsuje, to w miejscu najmniej dostępnym. Ja jednak rozebrałem gniazdko, które było łatwiej dostępne. Gniazdka po kilku latach okazały się być tylko raz rozbieralne, pozapiekały się troszkę zatrzaski (albo to moje dwie lewe ręce do takich prac spowodowały), że trzeba było zamówić 2 nowe wsady (w zasadzie podczas prób naprawy tylko jeden, ale pamiętając problemy, zamówiłem na wszelki wypadek i na szczęście 2). Niestety firma która miała je od ręki przysłała jakieś kombo, tzn etykieta oraz instrukcja od zamówionego gniazda, ale gniazdo inne... Nic to nie chciałem czekać, postanowiłem zamontować. Heh ile się nakombinowałem, a i tak nie działało i tym razem nie jeden a trzy sygnały! Nic to postanowiłem zabrać się za problem na drugi dzień. Oczywiście poprawy nie było, więc postanowiłem się dostać do gniazda drugiego... No cóż i tam okazało się, że jeden z kabelków jest ułamany, więc nic dziwnego, że nie działał. W sumie jakbym posłuchał się Prawa Murphy'ego, naprawiałbym tylko jedno gniazdko. Ale przecież wiadomo, że jak coś może pójść nie tak, to na pewno pójdzie. Kolejne próby i dalej nie działają kable. Cóż, pierwsze co przyszło mi do głowy, to że nie jest uszkodzone gniazdo, tak więc miernik w dłoń i sprawdzam - działa... No to może kabel jest uszkodzony gdzieś w ścianie. Miernik w dłoń... działa... Wtedy przyszło mi do głowy coś jeszcze, a czy kontaktują kable w stykach. Okazało się, że 2 skrajne są jakoś źle zaprojektowane i jakby się nie wciskało to nie nacina w środku żyły, i sygnału nie ma. Po lekkim oskrobaniu skrajnych kabelków w miejscu styków wszystko ruszyło. Teraz czekam na ekran, zobaczymy jakie niespodzianki mnie jeszcze czekają.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież